wtorek, 2 stycznia 2018

mialam dzisiaj dziwny sen, w ktorym zobaczylam osobe, ktorej juz nie ma od jakichs 10 lat. nie dlatego, ze umarla, ale dlatego, ze sie zmienila. wydawalo sie, ze prosila mnie o przebaczenia i dala mi w prezencie gruba ksiazke. oczywiscie to nie znaczy, ze mnie przeprasza, to znaczy, ze ja sama sie przepraszam ze soba. byc moze w sprawie tej osoby, byc moze w innej.









środa, 27 grudnia 2017

x

ZAWSZE kiedy jem coś z pomidorowym sosem, muszę mieć na sobie białą koszulkę i muszę ją królewsko ujebać. ZAWSZE.

x efekt nie jest juz tak silny. z czasem nawet przestalo mi zalezec, zeby spotkala go masa zasluzonych nieszczesc. z czasem zdalam sobie sprawe z tego, ze nie ma sensu szukac winnego i ze dobrze sie stalo jak sie stalo, ze wlasciwie swietnie na tym wyszlam. wiec chyba...gratulacje?

czytane: "terras sem-fim" jorge amado. przypomina mi sie jak z wypiekami czytalam na 3 roku ksiazki napisane w ramach latynoamerykanskiego boomu. wszystkie marquezy, cortazary i niejakie mulatki. dwa slowa - plantacja kakao i od razu chcialam to przeczytac. poki co basz mi sie podoba.

pite: sok z marakui/męczennicy jadalnej/passiflory z warzywami. super na ten upal
uczeszczane: imprezy urodzinowe, podczas gdy o mojej wlasnej nie chce mi sie ani myslec ani decydowac.
ogadane: rick and morty







poniedziałek, 4 grudnia 2017

moving along with time pressure

zajebiscie trudno jest pogodzic mi sie z tym, ze ludzie przesuwaja sie w miejscu i czasie.ja tez nie stoje w miejscu, ale w porownaniu z innymi to nie za wiele sie u mnie zmienia.

jestem zmeczona. rzeczy ktore na poczatku wydawaly mi sie proste, w praktyce okazuja sie skomplikowane, czasochlonne.

nie ekscytuje mnie zbytnio 2018, bo zanim nadejdzie wykoncza mnie niepewnosc i niewyspanie.

a propos. wszyscy twierdza, ze to, co wykancza Brazylie to korupcja i nierownosci spoleczne. ja bym do tego dodala nieslownosc. nigdy nie wiesz, czy to, co zostalo ustalone rzeczywiscie nastapi. nigdy  nie masz pewnosci, ze ktos w ostatniej chwili cie nie wystawi. i nie mam na mysli zwiazkow damsko-meskich. chodzi o biznes. organizuje eksperyment i najbardziej stresuje mnie to czy inni nas nie zostawia na lodzie

na zdjeciu lencois maranhenses, gdzie jedziemy w maju! ok, to jedna z niewielu rzeczy, na ktore sie ciesze.





piątek, 24 listopada 2017

the thrill

nie ma go za duzo, tego dreszczyka emocji. raczej zwykly stres dnia codziennego w stylu niechciane maile, niedokonczone artykuly i projekty stojace w miejscu. tego chcialam?

 notatki z podrozy do madureira.
Favele zwykle ciekawia obywateli pierwszego swiata do tego stopnia, ze zwiedzaja je jak jakies muzeum etnograficzne allbo ogrod zoologiczny. Ja zawsze troche sie ich balam a troche uwazalam za nieporozumienie ogladac cudze nieszczescie. Bywalam w fawelach pare razy. A to na imprezach, przejazdem w drodze na jeden z punktow widokowych, u jednej z moich uczennic, albo u znajomego lekarza na dwa dni przed nowym rokiem, kiedy nie mialam innej opcji. Mam znajomych, ktorzy tam mieszkali a nawet robilam eksperymenty z udzialem mieszkancow faweli, ale to, co zobaczylam i uslyszalam w Madureira poruszylo mnie bardziej, bo mialo zwiazek z codzienna egzystencja tam, zwlaszcza dzieci.
Kazdy zna wzgorze Madureira jako miejsce, gdzie powstawaly najslynniejsze karnawalowe przeboje, gdzie miejsci sie byc moze najslynniejsza szkola samby i gdzie odbywa sie jedna z najpopularniejszych funkowych imprez.  A my trafilismy tam o 8 rano z misja badawcza. Mielismy zgromadzic wywiady do naszych badan na temat wplywu przywodztwa na prace szkoly. W tym celu bylismy umowieni na wizyte w jednej z pierwszych szkol, ktore stan Rio zbudowal w fawelach w latach 30tych.
Gdyby nie to, ze dyrektorka szkoly spotkala sie z nami przy wejsciu, prawdopodobnie mieszkancy przepedziliby nas stamtad. Wszyscy, ktorzy byli w poblizu mierzyli nas wzrokiem, bo nie wygladalismy ani na turystow ani na urzednikow. Dyrektorska obstawa dala nam immunitet w oczach kilku lokalsow zamroczonych marihuana i jednego dilera, ktory sprzedawal swoj towar jakies 10 metrow od szkoly.
Widzialam ksiazki ze szkolnej biblioteki chowane w plastikowych opakowaniach,zeby nie dopadly ich szczury. Widzialam szkolne patio o wielkosci mojego salonu, ktore pelni tam funkcje sali gimnastycznej. Widzialam czerwone linie na podlodze pokazujace nawet 4letnim dzieciom gdzie chowac sie, kiedy w faweli toczy sie strzelanina pomiedzy gangami a policja.
Pisze teraz artykul o policji w Rio de Janeiro i o tym jak jest oceniana przez mieszkancow faweli a za dwa tygodni jade do bodaj bajbardziej niebezpieczne dzielnicy, zeby przeprowadzac moje badania. W zyciu mi sie nie snilo, ze tego typu historie beda moim udzialem.

wtorek, 14 listopada 2017

JA byl na koncercie i stal sobie w odleglosci 5m ode mnie. Nie zdecydowal sie na przyjacielskie powitanie. Ja rowniez nie. Moze to jest nowy standard ukladow miedzy nami: jak jest pijany i spotyka mnie przypadkiem mozemy byc wobec siebie uprzejmi i "przyjacielscy", ale kiedy wszyscy sa trzezwi a ja nie jestem w pojedynke, udaje,ze mnie nie widzi.

Jak zwykle wszystko na raz. Wszystko czyli: projekty, deadliny, terminy.

Mam ochote na ciasto bananowe...


Przeczytane: Dias perfeitos -  R. Montes.
Czytane: La sombra del viento - C. Ruiz Zafón
Ogladane/Meczone: Breaking bad
Migotane: powieka
Bolace: wszystkie miesnie i ego
Zadzwonione: dietetyk, bo jak sie okazuje nie mozna sobie tak po prostu zaczac chodzic na silownie.


piątek, 27 października 2017

nie umiem pisac, kiedy nie mam pewnosci, ani nie jestem przekonana, ze to, co pisze jest prawda. jestem po szyje w projekcie, za ktory nie wiem jak sie zabrac i, w ktorym czuje sie samotna i bezradna.

zaraz zacznie padac. jest duszno, szaro i wilgotno.

we mnie tez troche sie gotuje. ambicjonalnie. chodzi o wymiane zagraniczna, albo chociaz projekt. powiedziano mi, ze nie ma na to kasy. poddalam sie. moze nie powinnam byla, ale chyba wygralo lenistwo i wygodnictwo. na sama mysl o szukaniu mieszkania zagranica i martwieniu sie o kase, opadlam z sil.


podcasty sa czasami niesamowite. slucham tylko paru regularnie, ale kazdy z nich jest swietny. moze kiedys o tym wiecej napisze. al cos sobie waznego uswiadomilam. co za szczescie, ze J.A. przepadl! jasne, zachowal sie troche jak szmata i potraktowal mnie beznadziejnie. ale uniknelam calej masy problemow: braku stabilnosci, przewidywalnosci, gierek, zazdrosci i rywalizacji.

na pocieche: koncert nicolas krassik 1 listopada. ktorego poznalam dzieki J.A. na cos sie przydal.
oczekiwana: analiza składu ciała na siłowni. jestem ciekawa czy po paru miesiacach treningow cos sie zmienilo.

wtorek, 10 października 2017

pocoś i dokądś

Byłam w Sao Paulo. Najwieksze miasto w Ameryce Południowej, jedno z większych na świecie, a przytłoczyło mnie tylko, kiedy zjezdzalam po piątych ruchomych schodach, zeby moc wejsc do metra. (czy to zdanie ma sens? trace wyczucie po polsku). 
Co tam robilam? Prezentowałam 2 projekty, jadłam kanapke z nieprzyzwoitą ilością mortadeli, piłam argentyńskie wino, oglądałam słynne obrazy, mniej słynne rzeźby i średnio znane grafiki. (okazuje się, że większość ludzi, którzy niedługo zdobędą tytuł doktora na mojej uczelni nie wie kim był Toulouse Lautrec!).
W przerwach walczyłam z moim wstydem, zażenowaniem i antyspołecznymi tendencjami.





obejrzane: big mouth, początek loving i mecz brazylia vs. chile (biedni chilijczycy nie pojada na mundial...)
będzie obejrzane: parę filmów na festiwalu filmowym (oby)
wypite: coca zero i mate z niedzwiadkiem
zjedzone: burguer z void
będzie kupione: wizyta u dermatologa i dietetyka (moze wreszcie naucze sie jesc w przyzwoitych godzinach i ilosciach)
będzie montowane: półka na książki żółta w stylu retro