konferencje to pozy, networking na sile i robienie zdjec slajdom prezentowanym w zbyt zimnych pomieszczeniach. kolekcjonowanie wizytowek i picie zlej kawy rowniez.
podobno w chicago sa bardzo dobre bary z muzyka na zywo, gdzie graja swietny jazz i blues. nie jestem w stanie tego potwierdzic. ale przynajmniej moge powiedziec, ze Jezioro Michigan jest ogromne i przypomina podejrzanie spokojne morze. donosze rowniez, ze instytut sztuki ma najlepsza kolekcje sztuki orientalnej, indianskiej i latynoamerykanskiej jaka widzialam.
poza tym polskie sklepy w chicago maja prawie ten sam asortyment, co kazdy spozywczak w rzeszowie i rozprowadzaja polonijna prase.
.
poniedziałek, 20 sierpnia 2018
poniedziałek, 30 lipca 2018
atak paniki
Czy mieliscie kiedys atak paniki?
To obsurdalnie obezwladniajace uczucie. W moim przypadku zaczyna sie od szumu w uszach, a potem przyspieszonego tetna. Konczy sie na tym, nie moge zlapac oddechu. Czasami trzesa sie rece. Zazwyczaj wiem, co mnie do tego doprowadza. Wiec staram sie opanowac myslac o najgorszej mozliwej wersji wydarzen i staram sie logicznie ja rozpracowac. Mozna powiedziec, ze staram przekonac sie, ze moglo byc gorzej i nie jest az tak zle. Ale teraz nie dziala. Kiedy mysle o powrocie do domu moich rodzicow, wydaje mi sie ze raczej wolalabym umrzec niz stawic mu czola.
Chociaz wiem, ze to nie takie zle i byc moze wielu ludzi byloby calkiem zadowolnych, na piersi lokuje mi sie kilkutonowy glaz. Z wyrytym napisem "jestes porazka i nic ci sie nie udalo".
Czy warto byloby urodzic sie jeszcze raz i zaczac robic wszystko od nowa, ale lepiej? Podejmowac lepsze decyzje? Przechodzic przez ten koszmar ponownie?
To obsurdalnie obezwladniajace uczucie. W moim przypadku zaczyna sie od szumu w uszach, a potem przyspieszonego tetna. Konczy sie na tym, nie moge zlapac oddechu. Czasami trzesa sie rece. Zazwyczaj wiem, co mnie do tego doprowadza. Wiec staram sie opanowac myslac o najgorszej mozliwej wersji wydarzen i staram sie logicznie ja rozpracowac. Mozna powiedziec, ze staram przekonac sie, ze moglo byc gorzej i nie jest az tak zle. Ale teraz nie dziala. Kiedy mysle o powrocie do domu moich rodzicow, wydaje mi sie ze raczej wolalabym umrzec niz stawic mu czola.
Chociaz wiem, ze to nie takie zle i byc moze wielu ludzi byloby calkiem zadowolnych, na piersi lokuje mi sie kilkutonowy glaz. Z wyrytym napisem "jestes porazka i nic ci sie nie udalo".
Czy warto byloby urodzic sie jeszcze raz i zaczac robic wszystko od nowa, ale lepiej? Podejmowac lepsze decyzje? Przechodzic przez ten koszmar ponownie?
piątek, 20 lipca 2018
stara europa
Bardzo stara.
Chyba najbardziej podobalo mi sie w Lizbonie, ale czy kiedykolwiek bedzie mi dane tam wrocic? Swiat jest duzy, moze nawet za duzy.
Rzym mnie zawiodl, bo nie ma w nim miejsca na krytyke. Pewnie tak samo czulabym sie w Paryzu. Nie mozna sie z nim nie zgodzic, nie mozna sobie wyrobic wlasnej opinii o fontannie di Trevi albo Koloseum. Jest sie tylko jak sardynka, wcisnietym w tlum, ktory robi zdjecia i oglada zabytki przez ekran swojej komorki.
Z kolei Neapol to jak jazda na motorze bez trzymanki i bez kasku. W cieniu wulkanu i brudnych kamienic ukrywaja sie tanie i dobre restauracje. Troche fawela, troche plaza, troche ruiny.
W Tallinie nie widzalam prawdziwej nocy, ale za to zmarzlam, zmoklam i zestresowalam sie jak mysz na konferencji. Swiat jest duzy, moze nawet za duzy kiedy jest sie na ostatnim roku doktoratu.
Chyba najbardziej podobalo mi sie w Lizbonie, ale czy kiedykolwiek bedzie mi dane tam wrocic? Swiat jest duzy, moze nawet za duzy.
Rzym mnie zawiodl, bo nie ma w nim miejsca na krytyke. Pewnie tak samo czulabym sie w Paryzu. Nie mozna sie z nim nie zgodzic, nie mozna sobie wyrobic wlasnej opinii o fontannie di Trevi albo Koloseum. Jest sie tylko jak sardynka, wcisnietym w tlum, ktory robi zdjecia i oglada zabytki przez ekran swojej komorki.
Z kolei Neapol to jak jazda na motorze bez trzymanki i bez kasku. W cieniu wulkanu i brudnych kamienic ukrywaja sie tanie i dobre restauracje. Troche fawela, troche plaza, troche ruiny.
W Tallinie nie widzalam prawdziwej nocy, ale za to zmarzlam, zmoklam i zestresowalam sie jak mysz na konferencji. Swiat jest duzy, moze nawet za duzy kiedy jest sie na ostatnim roku doktoratu.
środa, 6 czerwca 2018
el impacto
czesto mam wrazenie, ze efekt jaki inni na mnie maja, nie jest odwzajemniony. ja wiem jak bardzo niektore osoby byly wazne w moim zyciu i do czego doprowadzily. np. gdyby nie to, ze moj ex ze mna zerwal w sposob dosc brutalny i nieelegancki, nigdy bym sie w sobie nie zebrala ani ze soba nie rozliczyla. ale czy ja mialam wplyw na kogokolwiek?
przypomnial mi sie T. sprzed paru tygodni, ktory chce studiowac w Polsce. moze to przeze mnie albo dzieki mnie?
a J? dzisiaj (po dwoch latach) znow go spotkalam, tym razem w sali, w ktorej codziennie pracuje. czy tylko mi stanelo przed oczami nasze spotkanie sprzed jego wyjazdu do Urugwaju?
mam ochote uciekac i zameczac sie praca jednoczesnie.
staram sie: czytac recenzje odrzuconego artykulu i wymyslic jak go zmienic i ulepszyc
przypomnial mi sie T. sprzed paru tygodni, ktory chce studiowac w Polsce. moze to przeze mnie albo dzieki mnie?
a J? dzisiaj (po dwoch latach) znow go spotkalam, tym razem w sali, w ktorej codziennie pracuje. czy tylko mi stanelo przed oczami nasze spotkanie sprzed jego wyjazdu do Urugwaju?
mam ochote uciekac i zameczac sie praca jednoczesnie.
staram sie: czytac recenzje odrzuconego artykulu i wymyslic jak go zmienic i ulepszyc
czwartek, 31 maja 2018
Lençóis Maranhenses
Bumba Meu Boi, czyli oparty na lokalnej legendzie folklorystyczny spektakl. Od lewej: Francisco, Boi, e Catirina.

Stare miasto w São Luís.
Wydmy.
Zdjecia sa w stanie przemowic same za siebie.
Gwoli dopelnienia: dawno nie jadlam tylu krewetek na raz i dawno mnie tak nie wkurzaly niedogodnosci hotelowe. Moze sie starzeje i robie sie upierdliwa.
niedziela, 20 maja 2018
czujemy to, co czujemy i czesto nie mozna nic na to poradzic. bardzo logiczne, a jednak mialam wyrzuty sumienia w sprawie T. nie jakies wielkie, ale kiedy poprosil mnie w tym tygodniu o pomoc, ucieszylam sie. bo moglam mu pomoc, bez podtekstow, w bardzo logicznej i praktycznej sprawie. a skoro poprosil mnie o pomoc nie moze mnie tak totalnie nienawidzić.
chcial wiedziec czy lepiej jest mieszkac w Warszawie czy Wroclawiu, bo dostal sie na magisterke na politechnike do obu miast. innymi slowy, prosil mnie o rade.
czujecie ten temat? ten, kto rozmawial ze mna w momencie, kiedy decydowalam czy jade na studia do Brazylii wie o czym mowie. kiedy zakochujesz sie w kims i nic z tego nie wychodzi, nie musi skonczyc sie tragedia. wrecz przeciwnie, ta osoba moze cie zainspirowac do zrobienia czegos niesamowicie odwaznego z twoim zyciem. tak bylo z J., czlowiekiem, w ktorego bylam beznadziejnie zapatrzona, a ktory juz byl zajety. jakims dziwnym sposobem, pozwolilo mi to na podjecie tamtej decyzji, ktorej ani troche nie zaluje. mam nadzieje, ze T. rowniez nie bedzie zalowal.
pisane: 2 artykuly na raz.
czytane: ciagle m. beard
ogladane: brooklyn nine nine, stare odcinki
podrozowane: wkrotce
chcial wiedziec czy lepiej jest mieszkac w Warszawie czy Wroclawiu, bo dostal sie na magisterke na politechnike do obu miast. innymi slowy, prosil mnie o rade.
czujecie ten temat? ten, kto rozmawial ze mna w momencie, kiedy decydowalam czy jade na studia do Brazylii wie o czym mowie. kiedy zakochujesz sie w kims i nic z tego nie wychodzi, nie musi skonczyc sie tragedia. wrecz przeciwnie, ta osoba moze cie zainspirowac do zrobienia czegos niesamowicie odwaznego z twoim zyciem. tak bylo z J., czlowiekiem, w ktorego bylam beznadziejnie zapatrzona, a ktory juz byl zajety. jakims dziwnym sposobem, pozwolilo mi to na podjecie tamtej decyzji, ktorej ani troche nie zaluje. mam nadzieje, ze T. rowniez nie bedzie zalowal.
pisane: 2 artykuly na raz.
czytane: ciagle m. beard
ogladane: brooklyn nine nine, stare odcinki
podrozowane: wkrotce
wtorek, 8 maja 2018
nie jestem przyzwyczajona do wielkich nekropolii, okazuje sie. znam tylko male wiejskie cmentarze z widokiem na zalesione wzgorza, pobliski kosciol i kaplice. zalobnicy powinni byc ubrani na czarno i plakac, ale tak dyskretnie.
cmentarz Cajú jest ogromny i nie zawraca sobie glowy takimi kwestiami jak roznice wyznaniowe, temperatura, czy cisza.
przyszlismy spoznieni i juz w bramie zderzylismy sie z tlumem zalobnikow oczekujacych na jeden z kilkunastu pogrzebow odbywajacych sie w tym samym czasie. chudy, brzydki kot krecil sie w poblizu, komary gryzly niemilosiernie a ja szukalam cienia.
rodzina nie zdecydowala sie na msze ani zadne nabozenstwo. czekalismy na "pozegnanie" a ja naiwnie sadzilam, ze pewnie wejdziemy do ktorejs z kaplic, ale nie. "pozegnanie" odbylo sie przy sciezce. trumna spoczela na niewielkim marmurowym stole w poblizu bramy glownej, wiec szybko otoczyl ja wianuszek zlozony z rodziny i znajomych. 5 metrow od nas, w podobnej sekwencji ustawiala sie inna grupa. 10 metrow dalej to samo, i 15 rowniez. tylko ja wydawalam sie skrepowana sytuacja, publicznym okazywaniem emocji. to pewnie moja introwertyczna europejska natura, bo nikogo innego nie zdziwil widok rodziny w koszulkach ze zdjeciem zmarlej, glosne spiewy gospel,omdlenia i widok obcych otwartych turmien zaraz obok.
punkt kulminacyjny jest jednak wszedzie taki sam.
czytane: SPQR - Mary Beard i Nudge - Thaler i Sunstein
ogladane: nowy Westworld
sluchane: duzo hiphopu, pomaga mi sie skupic.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































