niedziela, 31 maja 2015

If I only had a brain

co ja kurwa wyrabiam?

ciagle zapominam o tym, ze lepiej czasami nie robic nic niz robic, cos czego tak naprawde sie nie chce.albo chce sie w niewielkim tylko stopniu. nuda pcha mnie czesto do naprawde durnych decyzji.

dzisiaj spytano mnie co chce robic w przyszlosci. mam jakis mglisty plan, co jak na mnie jest juz naprawde duzo. i oczywiscie mnie skrytykowano, ze po co ja chce wracac do europy i po co w ogole jestem w  brazylii, ze wszytsko to wymyslilam sobie zupelnie na opak. wiem, ze nie powinno mnie to ruszac, bo ludziom latwo przychodzi ocenianie, kiedy nie sa w twojej sytuacji, ale ja mam niska samoocene i jeszcze mniejsza wiare w to, ze mi sie uda. wiec oczywiscie sie zmartwilam.

jasne, w brazylii jest ogromny kryzys. w europie tez. a ze stanami nie chce miec nic wspolnego.i mozliwe, ze moje pomysly sa wiecej niz gowniane...wiec zaczelam ogladac Czarnoksieznika z krainy Oz.

ogladam: The Wizard of Oz
ogladalam: everything by Amy Schumer - uwielbiam ja, nawet w najobrzydliwszych odslonach. oraz wystawe World Press Photo z kolesiem, ktory na bank ma ADHD. wydaje mi sie, ze w tym roku pokazywali troche mniej wojen i konfliktow.
obmyslam: manipulacje, ktore wykorzystam w moich eksperymentach, co bede robic w polsce
ulegam:  bledom poznawczym wszelkiej masci

Let's follow our own yellow brick roads. I niech spierdalaja wszelkie nadete wszystkowiedzace osoby, ktore zawsze czuja, ze musze powiedziec co mysla.



poniedziałek, 25 maja 2015

asymetia

znana tez jako anormalna dystrybucja. problem przy przeprowadzaniu eksperymentow,
szkodliwa w uczuciach.





niedziela, 17 maja 2015

Złe wychowanie

Piszę właśnie kolejny research proposal i oczywiście nie mogę się skupić. I dumam nad różnymi rzeczami.

Z lekkim niedowierzaniem uświadamiam sobie, że jestem singlem od dobrych paru lat. Bynajmniej nie nudziłam się przez ten czas i nie mówię tego w sensie o ja biedna, bo akurat, o dziwo, w tym właśnie kosmicznym momencie mam to gdzieś. Chodzi mi o to, że zgromadziłam trochę doświadczenia i sądzę, że przynajmniej w Rio, ale chyba też na całym świecie, trzeba zmian.
To be fair, moje rozważania są ściśle związane z tym, że F. zepsuł mi cały wczorajszy wieczór i ostatnio pełnię rolę powiernika osoby, która też zauważyła, że ludzie nie respektują w randkowaniu podstawowych zasad etykiety (ani logiki...).

W Rio ludzie rzadko chcą być w związkach, bo rynek jest dynamiczny i dużo osób stwierdza, że zawsze może trafić się coś lepszego. Nie oznacza to, że sobie czegokolwiek przy tym odmawiają. Stosują raczej techniki z rodzaju: 3 sroki za ogon, wilk syty i owca cała i zdecydowanie jedzą chleb z więcej niż jednego pieca. (metawhore mode on!).

Taka sytuacja prowadzi do tego, że często spotykasz się z kimś bez zobowiązań przez jakiś czas, zazwyczaj z więcej niż jedną osobą na raz i w zasadzie tajemnicą poliszynela jest, że znajomości mają charakter chwilowy dla obu zaangażowanych stron. Innymi słowy kiedy wchodzisz na swojego facebooka albo idziesz do jakiegoś klubu często możesz natknąć się na osoby, które znasz w sensie tym biblijnym. Ja nadal nie mogę do tego przywyknąc i wydaje mi się to przedziwne, ale obserwuję moje brazylijskie koleżanki, które podchodzą do tego całkowicie na luzie, bo tak tu po prostu jest. Swoją drogą...czy to nie miłe, że nie prowadzi to do konfliktów, wojen i dramatów? Owszem, o ile zachowa się jakieś zasady etykiety.

Szkoda, że rzadkością jest obecnie, że ktoś nie zniknie nagle bez słowa  w odmętach internetu mimo iż jeszcze chwilę wcześniej deklarował, że jest zainteresowany, że przywita się z tobą na stopie koleżeńskiej a nie będzie udawał, że cię nie zna. Chyba to strach przed konfrontacją napędza tę spiralę. I lenistwo.


Są 24 stopnie a ja marznę z zimna.

A mój research proposal się nie pisze. Bo głupi F. na mój widok wykonał tylko ruch głową i poszedł dalej...Chrzanić go i jego głupi basen.

środa, 6 maja 2015

ma wielkie oczy

itaipava, petropolis, rio, petropolis again. plaze, ulice, punkty turystyczne, masa typowego brazylijskiego jedzenia. i rozciaganie doby do niewyobrazalnych wprost rozmiarow. tak minely mi ostatnie tygodnie.to ciekawe widziec jak rzeczy i widoki , ktore absolutnie rozpalily moja wyobraznie na moja siostre zadzialaly zupelnie inaczej. to, co dla mnie bylo atrakcyjne i egzotyczne i ekscytujace, dla niej okazalo sie zbyt zkomplikowane i niewygodne. ale moze na tym polega roznica, ze ona nie wybrala celu podrozy ze wzgledu na miejsce, tylko na osobe, ktora odwiedzala...na koniec uslyszalam: mieszkasz w pojebanym kraju, ale wyglada na to, ze jakos go ogarniasz.



czasami trzeba obwiescic koniec tysiac razy, zanim okaze sie, ze rzeczywiscie koniec nadszedl. czy to juz?


3 projekty badawcze w zamian za dodatkowe stypendium. czy to uczciwy kontrakt? na poczatku stwierdzilam, ze owszem, by nastepnie przerazic sie iloscia obowiazkow.





czwartek, 16 kwietnia 2015

Jak skontrolowac podswiadomosc?


Zloszcze sie na moja wspollokatorke, ze sie nie szanuje i nadal gada z kolesiem, ktory potraktowal ja w sposob niewiarygodnie wredny. Ja przynajmniej staram sie nie myslec. Ale potem zdarzaja sie poranki takie jak dzisiejsze, kiedy budze sie ze snu, w ktorym robie dokladnie to, co Amanda.


Tak jak sadzilam, przywodztwo jest fatalne. 

I sadze, ze wiem jak smakuje euforia. Smakuje jak bilet do domu.

czwartek, 9 kwietnia 2015

most of all

kolejny semestr bedzie masakra. czytam wlasnie od dwoch dni jeden 22 stronnicowy artykul na temat nowej klasyfikacji teori dotyczacych przywodztwa i chce mi sie rzygac. na poziomie indywidualnym psychologia ma dla mnie wiekszy sens. jest mniej abstrakcyjna.

dochodze do wniosku, ze robienie doktoratu przypomina nieco reality show pokroju big brother. kazda praca, jaka oddaje ma wymiar publiczny, kazdy pomysl i projekt jest dyskutowany w kuluarach. cholernie stresujace. wszyscy chca sobie nawzajem zaimponowac. a ja chce jedynie nie byc postrzegana jako najglupsza na roku...i nie narobic wstydu mojemu promo.

moja siostra przyjezdza za dwa tygodnie. znow bede udawala, ze nie jestem stad, ze tu nie mieszkam i ze wszystko mi jedno. wbrew pozorom nie jest to moj permanentny stan ducha. w ktoryms momencie cos sie zmienia i zaczyna ci zalezec na tym, co ludzie tu o tobie mysla. przynajmniej niektorzy.



obejrzane: wikingowie
bedzie obejrzane: a most violent year
bedzie przeczytane: ten okropny artykul a potem jeszcze 2 inne w podobnym stylu
nie bedzie oceniane: postepowanie innych ludzi. ale, jak spiewa Marina I'd rather walk alone than play supportive role.



czwartek, 2 kwietnia 2015

Leci do Iranu. Do pieprzonego Iranu. I jest to dla mnie tak niezrozumiale i tak niedorzeczne i tak pociagajace, atrakcyjne i ....wrrrrrr Paradoksalnie ten maly fragment wiedzy uzyskany dzieki uprzejmosci facebooka sprawil, ze jeszcze wyrazniej widze jak strasznie mylilam sie kiedykolwiek sadzac, ze gdyby nie okolicznosci, wszystko wygladaloby inaczej. Nie wygladaloby.


Desperacko szukam wiec jakiegos pola w moim zyciu, za ktore nie musze sie wstydzic, ktore daje mi radosc i satysfakcje. I poki co nie znajduje. I mam bardzo zle mysli. Czarne. Takie smoliste jak swiezutki asfalt.

Czasami odpowiedzia na cale zlo tego swiata sa rozowe paznokcie w odcieniu plastic barbie i czekolada. A czasami nie.Teraz nie