nauczylo mnie wiele sesji w gabinecie psychologicznym, ze przeszlosci nie ma sie co wstydzic, bo nie da sie jej zmienic. poza tym, gdyby nie ona, nie byloby mnie teraz tutaj. nie mowiac juz o tym, ze naprawde bywam swoim najsurowszym krytykiem i tylko ja pamietam o rzeczach, o ktorych swiat juz dawno zapomnial.
nie mozna stwierdzic tez czesto, czy gdyby bylo sie nie stalo to, co sie stalo, teraz byloby lepiej.
ale w jednej akurat sprawie mozna. oj mozna.
blog ten byl swiadkiem jak 3 lata temu czynniki zewnetrzne wymusily na mnie zmiane, na ktora sama bym sie nigdy nie zdecydowala. jak lamentowalam, bo nagle musialam na nowo zdefiniowac co jest czym i kto jest kim. przepoczwarzenie bylo bolesne.
ale kurwa, warto bylo. w skrocie moj eks spotyka sie z dzieckiem, ktore ma najzalosniejsze konto na pewnym portalu spolecznosciowym, jakie swiat widzial. i tak, sprawia mi to niska, acz wielka satysfakcje. co wiecej, dowiedzialam sie tego, bo jego inna eks, dla ktorej byl mnie swego czasu zostawil stwierdzila, ze mozemy byc teraz znajomkami.o swiecie! :)
weekend update:
mam takie tempo, ze nawet nie musze pilnowac tego, co jem, bo po prostu nie mam czasu jesc.
ide jutro wieczorem na impreze na plazy i cwicze sobie niezobowiazujace randkowanie.
odkrywam, ze praca asystenta na uczelni nie rozni sie prawie niczym od bycia prywatna sekretarka.