wtorek, 14 maja 2019

call the doctor

nie przybywa mądrości wraz z tytułem. może tylko przybywa odpowiedzialności za to, co się mówi i pisze.

jak zwykle po dwóch miesiącach niespokojnego wyczekiwania okazało się, że mam co robić. wyszłam z czarnej dziury o własnych siłach i dzięki przeróżnym umiejętnościom i znajomościom nagromadzonym głównie w ciągu ostatnich 5 lat.

moja matka nie przestaje wypytywać mnie o długofalowe definicje i decyzje. im częściej to robi, tym bardziej mnie do tego zniechęca. nawet nie muszę specjalnie walczyć z tym, żeby jej neurozy nie udzieliły mi się.

j. będzie mieć dziecko. córkę o imieniu oliwia. czy będzie lepszym ojcem niż partnerem? cos poczulam, kiedy sie o tym dowiedzialam. nie wiem dokladnie co. moze zazdrosc o to, ze udalo mu sie dotrzec na jakis inny level zyciowy, do ktorego mi sporo brakuje.
w moim życiu nie ma miejsca nawet na psa, a co dopiero na dziecko.


zwiedzane: Olinda, Recife, Porto de Galinhas, Praia dos Carneiros, Brasilia
będzie zwiedzane: Brasilia, Lizbona i Boston
przeczytane: Kirke, Ofiara losu, Federico Fellini
będzie czytane: El Murmullo de las Abejas, El Juego del Angel 
obronione: doktorat





















środa, 30 stycznia 2019

noworocznie

w nowym roku. chociaz wcale nie czuje, ze dzieje sie cos nowego. raczej zamykam ostatni rozdzial bez pewnosci, co przyniesie kolejny.

jestem czlowiekiem bardzo niewielkiej wiary. w ludzi, w przyszlosc, w organizacje. to bardzo dziwne, kiedy jest sie z osoba, ktora ma zupelnie odwrotna wizje. cos o pozytywnych wibracjach, ktore przyciagaja pozytywne zdarzenia? moja odpowiedz to uniesiona brew i sceptyczny wyraz twarzy.

pod koniec roku wrocilam na chwile na terapie. duzo sie dzialo i nie potrafilam sobie tego poukladac. ponazywac pewnych rzeczy a moze zrozumiec? zaluje, ze musialam przerwac. najciekawsza czesc dotyczyla chyba mojego drzewa genealogicznego. mialam rozrysowac swoja rodzine i przez 2 tygodnie nosilam to drzewo w kieszeni jak jakis bardzo ciezki przedmiot. nasza przeszlosc trzyma nas czasem na dnie. a czasami pozwala nam lepiej zrozumiec, ze wcale nie musi sie powtorzyc.

Ponizej szybki recap z ostatnich miesiecy w formie fotostory:











poniedziałek, 17 września 2018

teenage riot

zastanawiam się jakim nastolatkiem byłabym gdybym urodziła się 15/20 lat później. miałabym na pewno dostęp do aplikacji, które pozwalają ci śledzić, podglądać i robić zdjęcia swojemu śniadaniu.

robiłabym zdjęcia mojemu śniadaniu? chciałabym być fit? szczupła i wysportowana?
pewnie częściej kłóciłabym się z koleżankami na naszym czacie grupowym. obrażałybyśmy się o to, że nie polubiłyśmy swoich zdjęć na facebooku.
uprawiałybyśmy internetowy bulling? rozpuszczały fałszywe plotki? śledziłabym chłopbów w których byłabym zadurzona?

a może oscentacyjnie dawalabym do zrozumienia swiatu, ze jestem zbyt cool, zeby miec konto na instagramie?

nigdy sie nie dowiem.

chcialabym sie cieszyc z tego, jak daleko zaszlam. szkoda, ze przez wiekszosc czasu biczuje sie za to, ze nie zaszlam dosc daleko.

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

wielka woda, wielkie akwarium

konferencje to pozy, networking na sile i robienie zdjec slajdom prezentowanym w zbyt zimnych pomieszczeniach. kolekcjonowanie wizytowek i picie zlej kawy rowniez.

podobno w chicago sa bardzo dobre bary z muzyka na zywo, gdzie graja swietny jazz i blues. nie jestem w stanie tego potwierdzic. ale przynajmniej moge powiedziec, ze Jezioro Michigan jest ogromne i przypomina podejrzanie spokojne morze. donosze rowniez, ze instytut sztuki ma najlepsza kolekcje sztuki orientalnej, indianskiej i latynoamerykanskiej jaka widzialam.
poza tym polskie sklepy w chicago maja prawie ten sam asortyment, co kazdy spozywczak w rzeszowie i rozprowadzaja polonijna prase.





















.

poniedziałek, 30 lipca 2018

atak paniki

Czy mieliscie kiedys atak paniki?
To obsurdalnie obezwladniajace uczucie. W moim przypadku zaczyna sie od szumu w uszach, a potem przyspieszonego tetna. Konczy sie na tym, nie moge zlapac oddechu. Czasami trzesa sie rece. Zazwyczaj wiem, co mnie do tego doprowadza. Wiec staram sie opanowac myslac o najgorszej mozliwej wersji wydarzen i staram sie logicznie ja rozpracowac. Mozna powiedziec, ze staram przekonac sie, ze moglo byc gorzej i nie jest az tak zle. Ale teraz nie dziala. Kiedy mysle o powrocie do domu moich rodzicow, wydaje mi sie ze raczej wolalabym umrzec niz stawic mu czola.
Chociaz wiem, ze to nie takie zle i byc moze wielu ludzi byloby calkiem zadowolnych, na piersi lokuje mi sie kilkutonowy glaz. Z wyrytym napisem "jestes porazka i nic ci sie nie udalo".

Czy warto byloby urodzic sie jeszcze raz i zaczac robic wszystko od nowa, ale lepiej? Podejmowac lepsze decyzje? Przechodzic przez ten koszmar ponownie?


piątek, 20 lipca 2018

stara europa

Bardzo stara.
Chyba najbardziej podobalo mi sie w Lizbonie, ale czy kiedykolwiek bedzie mi dane tam wrocic? Swiat jest duzy, moze nawet za duzy.
Rzym mnie zawiodl, bo nie ma w nim miejsca na krytyke. Pewnie tak samo czulabym sie  w Paryzu. Nie mozna sie z nim nie zgodzic, nie mozna sobie wyrobic wlasnej opinii o fontannie di Trevi albo Koloseum. Jest sie tylko jak sardynka, wcisnietym w tlum, ktory robi zdjecia i oglada zabytki przez ekran swojej komorki.
Z kolei Neapol to jak jazda na motorze bez trzymanki i bez kasku. W cieniu wulkanu i brudnych kamienic ukrywaja sie tanie i dobre restauracje. Troche fawela, troche plaza, troche ruiny.
W Tallinie nie widzalam prawdziwej nocy, ale za to zmarzlam, zmoklam i zestresowalam sie jak mysz na konferencji. Swiat jest duzy, moze nawet za duzy kiedy jest sie na ostatnim roku doktoratu.