strasznie drazni mnie kiedy ludzie uzywaja slow nie tak jak powinni. kiedy myla ich znaczenie, albo kiedy wyslawiaja sie w sposob dwuznaczny. faszysta ze mnie pod tym wzgledem, chociaz powinno mnie to jebac. i przeciez sama popelniam mase bledow.
+++
nigdy wczesniej nie musialam nikomu powiedziec w twarz, ze to koniec. az do piatku.
bardzo dziwne uczucie i stresujace. i ciezko jest wyjasnic logicznie drugiej stronie, ze "to nie ma przyszlosci", ze "to nie jest cos, o czym mozna kogos przekonac", albo ze "z czasem na pewno sie to nie zmieni". czulam sie troche jak potwor, chociaz wiedzialam, ze robie dobrze nam obojgu.
ale dosc mam juz zbawiania i formowania i frustrowania sie tym, ze zmiany nie przebiegaja tak jak ja sobie tego zycze. tiago jest fajny jaki jest. tylko nie jest dla mnie.
a kto jest? moze nikt. i moze nie jest to problem.
&&&
staram sie napisac esej na sympozjum w szwajcarii. i przekonuje sie o tym, ze jestem osoba bez pogladow. albo z tak zwanego centrum, ktore tak na prawde jest mieszanka centro-lewicowych pomyj. reakcyjny i nerwowy srodek, ktory jest z jednej strony idealistyczny, a z drugiej nie chce zaprzedawac sie zadnej ideologii, bo wie, ze sa szkodliwe. tacy ludzie nie zostaja zaproszeni na sympozja. generalnie czuje sie bardzo glupia i nie wiem jak sobie wyobrazam alternatywe dla wzrostu gospodarczego.
///
sluchane - belle and sebastian
czytane - artykuly nt. geopolityki i ekonomii makro
ogladane - monty python
imprezowane - w MAR i na morro da conceicao. a w sobote ide na festa da formatura rogerio, gdzie zamierzam z umiarem korzystac z open baru oraz towarzystwa inzynierow ze swiezo zdobytymi tytulami.
poniedziałek, 14 grudnia 2015
niedziela, 6 grudnia 2015
niedziela, 22 listopada 2015
poniedziałek, 16 listopada 2015
ocean pelen kul do kregli
za duzo czasu spedzam na analizowaniu niekonsystentnych zachowan innych ludzi.
w sumie co za roznica dlaczego robia to co robia jesli oni sami nie czuja sie w obowiazku wyjasniac i tlumaczyc? dlaczego to akurat ja mam rozkladac na czynniki pierwsze ich decyzje, ktore nie wydaja sie miec najmniejszego sensu i dopowiadac sobie teorie, ktore stawiaja mnie zawsze w niekorzystnym swietle?nie wiem komu to sluzy, ale na pewno nie mnie.
jestem od teraz w bardzo powaznym zwiazku. z moja druga praca magisterska. moj maly maszkaronik. parszywy kaleka z powylamywanymi nogami.kocham i nienawidze. mam ochote zmienic sobie status zwiazku na fejsie.
w sumie tlumaczy to moja pasywna postawe wobec kolejnego bukietu kwiatow. pomysle o tym jutro. albo w ogole w grudniu.
obejrzane: suddenly, last summer w klasycznej adaptacji z lat 50tych. liz taylor jest tam troche zmanierowana i mowi zbyt wysokim glosem. montgomery clift jest tylko tlem. ale dla katherine hepburn zjezdzajacej winda warto przecierpiec pare przydlugich monologow. tylko chcialabym zobaczyc to kiedys w wersji nieokrojonej przez amerykanska cenzure, bo szokujace rozwiazanie w obecnym ksztalcie poki co jest tylko meczace i rozczarowujace.
w sumie co za roznica dlaczego robia to co robia jesli oni sami nie czuja sie w obowiazku wyjasniac i tlumaczyc? dlaczego to akurat ja mam rozkladac na czynniki pierwsze ich decyzje, ktore nie wydaja sie miec najmniejszego sensu i dopowiadac sobie teorie, ktore stawiaja mnie zawsze w niekorzystnym swietle?nie wiem komu to sluzy, ale na pewno nie mnie.
jestem od teraz w bardzo powaznym zwiazku. z moja druga praca magisterska. moj maly maszkaronik. parszywy kaleka z powylamywanymi nogami.kocham i nienawidze. mam ochote zmienic sobie status zwiazku na fejsie.
w sumie tlumaczy to moja pasywna postawe wobec kolejnego bukietu kwiatow. pomysle o tym jutro. albo w ogole w grudniu.
obejrzane: suddenly, last summer w klasycznej adaptacji z lat 50tych. liz taylor jest tam troche zmanierowana i mowi zbyt wysokim glosem. montgomery clift jest tylko tlem. ale dla katherine hepburn zjezdzajacej winda warto przecierpiec pare przydlugich monologow. tylko chcialabym zobaczyc to kiedys w wersji nieokrojonej przez amerykanska cenzure, bo szokujace rozwiazanie w obecnym ksztalcie poki co jest tylko meczace i rozczarowujace.
niedziela, 8 listopada 2015
let it happen
mam juz dosc szarpania sie i zgrywania czlowieka madrzejszego niz jestem. pije melise litrami i staram sie utrzymac moje paranoje na niskich levelach pamietajac, ze 90% z tego, co przechodzi mi przez glowe to nie sa prawdziwe informacje zebrane dzieki moim zmyslom, ktore jak wiemy nie sa nieomylne. ta wiekszosc to moje fantazje na temat tego co ktos mysli, pamieta i czuje. na temat tego co bedzie za chwile albo jutro.
wtorek, 3 listopada 2015
znikniecia i powroty
przytrafilo mi sie cos, czego bardzo kiedys chcialam w momencie, w ktorym najmniej tego potrzebuje.
w halloween wstal z martwych koles, z ktorym umowilam sie na wyjazd do monachium w styczniu 2013 i ktory nigdy sie tam nie pojawil. spotkalismy sie po raz pierwszy na zywo przez absolutny przypadek okraszony ironicznym chichotem losu na ulicy w rio de janeiro w sobotnia noc. a wcale nie chcialam byc wtedy w lapie...rozmawialismy do 4.30.
na zawsze zapamietam jego mine na moj widok. nigdy jeszcze nie bylam swiadkiem jak szczeka doslownie opada komus do podlogi. ja wiedzialam przynajmniej, ze on tu mieszka. on byl w szoku.
i tylko nie wiedzialam co powiedziec czlowiekowi, ktory zmaga sie z wyrzutami na temat sprawy sprzed prawie 3 lat, o ktorej nawet nie pamietam. a jesli o niej pamietam to tlyko dlatego, ze dzieki jego niedojrzalemu zachowaniu ja bylam w stanie uswiadomic sobie czego chce i na co mnie stac.
moj eksperyment wreszcie zaczyna dzialac.
w halloween wstal z martwych koles, z ktorym umowilam sie na wyjazd do monachium w styczniu 2013 i ktory nigdy sie tam nie pojawil. spotkalismy sie po raz pierwszy na zywo przez absolutny przypadek okraszony ironicznym chichotem losu na ulicy w rio de janeiro w sobotnia noc. a wcale nie chcialam byc wtedy w lapie...rozmawialismy do 4.30.
na zawsze zapamietam jego mine na moj widok. nigdy jeszcze nie bylam swiadkiem jak szczeka doslownie opada komus do podlogi. ja wiedzialam przynajmniej, ze on tu mieszka. on byl w szoku.
i tylko nie wiedzialam co powiedziec czlowiekowi, ktory zmaga sie z wyrzutami na temat sprawy sprzed prawie 3 lat, o ktorej nawet nie pamietam. a jesli o niej pamietam to tlyko dlatego, ze dzieki jego niedojrzalemu zachowaniu ja bylam w stanie uswiadomic sobie czego chce i na co mnie stac.
moj eksperyment wreszcie zaczyna dzialac.
piątek, 30 października 2015
desabafar no halloween
jestem przedziurawiona. na wylot i w wielu miejscach. obejrze zaraz horror, bo odrealniony strach w duzych dawkach pozwala zapomniec o tym, co spedza mi sen z powiek na codzien.
spedza praca i relacje. powroty i znikniecia. rowniez te na zawsze.
mozna sie smiac z ludzi, ktorzy gleboko w cos wierza. koncepcje albo religie. ja nie wiem jak to do konca jest. ale chyba bardziej sklaniam sie w strone "chyba nic po drugiej stronie", bo smierc jest zawsze dla mnie brakiem i nieobecnoscia.
jaki jest sens dalszego tutaj pisania? nie wiem.
niektorzy uwazaja, ze to, co wypisuje nikogo nie obchodzi, albo ze jest to zalosna forma ekshibicjonizmu. okazuje sie w kazdym razie, ze wchodzi tu wiecej osob niz przypuszczalam.
moze powinnam przestac pisac to, co mysle. moze. zastanowie sie. ale wole chyba porzucic bloga niz zastanawiac sie 10 razy nad kazdym zdaniem i czy aby czasem nikogo nie uraze. a to, ze czasami mam parszywe i niskie mysli? moge sie mylic, ale wydaje mi sie, ze nie jestem jedyna.
spedza praca i relacje. powroty i znikniecia. rowniez te na zawsze.
mozna sie smiac z ludzi, ktorzy gleboko w cos wierza. koncepcje albo religie. ja nie wiem jak to do konca jest. ale chyba bardziej sklaniam sie w strone "chyba nic po drugiej stronie", bo smierc jest zawsze dla mnie brakiem i nieobecnoscia.
jaki jest sens dalszego tutaj pisania? nie wiem.
niektorzy uwazaja, ze to, co wypisuje nikogo nie obchodzi, albo ze jest to zalosna forma ekshibicjonizmu. okazuje sie w kazdym razie, ze wchodzi tu wiecej osob niz przypuszczalam.
moze powinnam przestac pisac to, co mysle. moze. zastanowie sie. ale wole chyba porzucic bloga niz zastanawiac sie 10 razy nad kazdym zdaniem i czy aby czasem nikogo nie uraze. a to, ze czasami mam parszywe i niskie mysli? moge sie mylic, ale wydaje mi sie, ze nie jestem jedyna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
