dostalam w poniedzialek dwie piekne orchidee. biale z rozowymi cetkami. plakalam ze zlosci, ze mi je wyslano. potem obiecalam, ze bede o nie dbac. a dzisiaj wiatr zwial je z parapetu, spadly na ulice i ktos przechodzac je sobie po prostu podpierdolil przy pelnym blogoslawienstwie mojego portiera, ktory wszystko widzial. nadal placze ze zlosci. na siebie, na tego, kto mi je dal, na idiote, ktory pracuje tu na recepcji, na to, ze nie umialam powiedziec w niedziele T., ze to definitywny koniec i zostawilam decyzje jemu naiwnie wierzac, ze bedzie w stanie ustanowic jakis limit.
co mam?
wstretne uczucie przeciazenia w zoladku i w glowie
zahamowania spoleczne jak dziecko z autyzmem
manie oszukiwania samej siebie, ze potrafie wejsc w relacje z drugim czlowiekiem
21 osob zarejestrowanych na eksperyment
czego nie mam?
mózgu
osobowosci
99 osob zarejestrowanych na eksperyment
orchidei
piątek, 23 października 2015
sobota, 17 października 2015
wiem, że mnie podglądasz. rio, 17 października
wczorajszy dzień okreslono jako najcieplejszy w roku i jeden z trzech najcieplejszych dni w ciagu ostatnich stu lat. upal zwalil mnie z nog do tego stopnia, ze utknelam w domu, polozylam sie plackiem i nawet nie staralam sie zebrac mysli. pozwolilam, zeby fale goraca wdzieraly sie do pokoju i pozostalam tak az do zmroku.
od 5 dni codziennie uprawiam sport. i zauwazylam, ze musze zmienic troche diete, bo brakuje mi sily. zwlaszcza wieczorem.
a moze to to nagle ozywienie w moim życiu towarzyskim? przyczajam sie i analizuje. moze zbyt wnikliwie z reszta. ale staram sie nie inwestowac.
a propos diety. w te upalne dni absolutnie nie mam ochoty jesc niczego ciezkostrawnego ani cieplego. wiec wstapilam ostatnio na salatke z mango, salaty i orzechow nerkowca. spedzilam w restauracji 18 minut i przez caly ten czas w myslach staralam sie usprawiedliwic siebie i moj wybor dotyczacy jedzenia. tzn. czulam, ze jako jedyna na sali nie zmowilam miesa i ze kelnerzy maja mnie albo za biedaka albo za dziwadlo na diecie (dwa razy mnie pytali czy na pewno nie chce oliwy do tej salatki....). wiec bite 18 minut rozgrywalam debate oksfordzka sama ze soba na temat tego dlaczego warto jesc salatki. paranoja. dopiero jak zaplacilam zdalam sobie sprawe z tego jak zmarnowalam ten czas. i nikt mi go nie zwroci.
obejrzane: whiplash - zaskakujaco blady. znaczy fajny montaz, ciekawie zagrane, ale...nie wiem, moze to nie byl wieczor na filmy o walce na charaktery i wytrzymalosc.
oslo, 31 sierpnia - w dialogach uslyszalam siebie i swoich znajomych. i do konca trzymalam kciuki za glownego bohatera. ciekawa kontynuacja re-prise.
the farewell party - film o grupie starszych ludzi, ktorzy dokonuja litosciwej eutanazji na znajomych blizszych i dalszych. w ramach festiwalu rio i zmusil mnie do myslenia "a co jesli,,,a co kiedy" na niewygodne tematy.
od 5 dni codziennie uprawiam sport. i zauwazylam, ze musze zmienic troche diete, bo brakuje mi sily. zwlaszcza wieczorem.
a moze to to nagle ozywienie w moim życiu towarzyskim? przyczajam sie i analizuje. moze zbyt wnikliwie z reszta. ale staram sie nie inwestowac.
a propos diety. w te upalne dni absolutnie nie mam ochoty jesc niczego ciezkostrawnego ani cieplego. wiec wstapilam ostatnio na salatke z mango, salaty i orzechow nerkowca. spedzilam w restauracji 18 minut i przez caly ten czas w myslach staralam sie usprawiedliwic siebie i moj wybor dotyczacy jedzenia. tzn. czulam, ze jako jedyna na sali nie zmowilam miesa i ze kelnerzy maja mnie albo za biedaka albo za dziwadlo na diecie (dwa razy mnie pytali czy na pewno nie chce oliwy do tej salatki....). wiec bite 18 minut rozgrywalam debate oksfordzka sama ze soba na temat tego dlaczego warto jesc salatki. paranoja. dopiero jak zaplacilam zdalam sobie sprawe z tego jak zmarnowalam ten czas. i nikt mi go nie zwroci.
obejrzane: whiplash - zaskakujaco blady. znaczy fajny montaz, ciekawie zagrane, ale...nie wiem, moze to nie byl wieczor na filmy o walce na charaktery i wytrzymalosc.
oslo, 31 sierpnia - w dialogach uslyszalam siebie i swoich znajomych. i do konca trzymalam kciuki za glownego bohatera. ciekawa kontynuacja re-prise.
the farewell party - film o grupie starszych ludzi, ktorzy dokonuja litosciwej eutanazji na znajomych blizszych i dalszych. w ramach festiwalu rio i zmusil mnie do myslenia "a co jesli,,,a co kiedy" na niewygodne tematy.
piątek, 9 października 2015
mind games
mam wrazenie ze ten tydzien mnie wybebeszyl.
wykrecil na druga strone.
miedzy seria spotkan o wiekszej lub mniejszej sile razenia staralam sie przezyc remont oraz przygotowac probe mojego eksperymentu. przezylam. kosztowalo mnie to tyle nerwow, ze moj mozg jest gladki jak ekran tego kompa a z facetami bilans jak zwykle na koniec wynosi zero. chociaz byly momenty, ze zblizal sie do 3.
w rio zaczal sie festiwal filmowy. moze uda mi sie zobaczyc cos jeszcze. poki co tylko California produkcji brazylijskiej. bardzo fajny, o dorastaniu. chociaz tyle razy sie to widzialo, temat zawsze aktualny. i fantastyczna sciezka dzwiekowa.
pytanie na kolacje:
co poczac z ogromnymi pokladami strachu i niecheci, ktore chociaz skierowane sa w strone innej osoby, byc moze tak naprawde dotycza mnie samej?
sadzilam ze jak sie obroni, zniknie mi sprzed oczu i nigdy wiecej jej nie zobacze. a tymczasem wydaje sie,ze testuje moja wytrzymalosc. albo najzwyczajniej w swiecie szpieguje zanim wyjedzie.
brrr
i jeszcze cos. dlaczego jednostki najbardziej problematyczne wydaja mi sie najatrakcyjniejsze?
i na absolutny koniec: czy ja manipuluje ludzmi? zawsze sadzilam, ze nie jestem do tego zdolna. ale ...
wykrecil na druga strone.
miedzy seria spotkan o wiekszej lub mniejszej sile razenia staralam sie przezyc remont oraz przygotowac probe mojego eksperymentu. przezylam. kosztowalo mnie to tyle nerwow, ze moj mozg jest gladki jak ekran tego kompa a z facetami bilans jak zwykle na koniec wynosi zero. chociaz byly momenty, ze zblizal sie do 3.
w rio zaczal sie festiwal filmowy. moze uda mi sie zobaczyc cos jeszcze. poki co tylko California produkcji brazylijskiej. bardzo fajny, o dorastaniu. chociaz tyle razy sie to widzialo, temat zawsze aktualny. i fantastyczna sciezka dzwiekowa.
pytanie na kolacje:
co poczac z ogromnymi pokladami strachu i niecheci, ktore chociaz skierowane sa w strone innej osoby, byc moze tak naprawde dotycza mnie samej?
sadzilam ze jak sie obroni, zniknie mi sprzed oczu i nigdy wiecej jej nie zobacze. a tymczasem wydaje sie,ze testuje moja wytrzymalosc. albo najzwyczajniej w swiecie szpieguje zanim wyjedzie.
brrr
i jeszcze cos. dlaczego jednostki najbardziej problematyczne wydaja mi sie najatrakcyjniejsze?
i na absolutny koniec: czy ja manipuluje ludzmi? zawsze sadzilam, ze nie jestem do tego zdolna. ale ...
sobota, 3 października 2015
najpierw o festiwalu, gdzie ktos w tlumie pozbawil mnie portfela i wprowadzil w stan paniki. blokowanie karty do bankomatu w srodku nocy w brazylijskim banku nie nalezy zdecydowanie do moich ulubionych czynnosci.
widzialam polowe faith no more, ktorzy wygladali jak banda skretynialych hipisow i smecili okropnie. potem przenioslam sie na scene elektro , gdzie lokalni dje dawali sobie niezle rade i gdzie publika byla znacznie przerzedzona. a na koncu obejrzalam jedna piosenke w wykonaniu slipknota. byla ona od poczatku do konca tym czego mozna oczekiwac po piosence slipknota. nic ciekawego.
eh...a portfel byl ladny i nowy i w kwiatki...
jasne, ze moge sie dostosowac....moge probowac
ale nie wierze, ze moge sie zaprzyjaznic z moimi nowymi wspollokatorkami. i slowo daje, jeszcze jedna dyskusja w kuchni na temat tego jak to depilacja jest symbolem kobiety zniewolonej przez mezczyzn, albo na temat faveli i jej pokrzywdzonych mieszkancow a wybuchne....
a w ogole to poprawnosc polityczna zaklada, ze slowa favela sie nie uzywa. w cenie jest pojecie: comunidade ....
widzialam polowe faith no more, ktorzy wygladali jak banda skretynialych hipisow i smecili okropnie. potem przenioslam sie na scene elektro , gdzie lokalni dje dawali sobie niezle rade i gdzie publika byla znacznie przerzedzona. a na koncu obejrzalam jedna piosenke w wykonaniu slipknota. byla ona od poczatku do konca tym czego mozna oczekiwac po piosence slipknota. nic ciekawego.
eh...a portfel byl ladny i nowy i w kwiatki...
jasne, ze moge sie dostosowac....moge probowac
ale nie wierze, ze moge sie zaprzyjaznic z moimi nowymi wspollokatorkami. i slowo daje, jeszcze jedna dyskusja w kuchni na temat tego jak to depilacja jest symbolem kobiety zniewolonej przez mezczyzn, albo na temat faveli i jej pokrzywdzonych mieszkancow a wybuchne....
a w ogole to poprawnosc polityczna zaklada, ze slowa favela sie nie uzywa. w cenie jest pojecie: comunidade ....
czwartek, 24 września 2015
pretensjonalny wieczor z frances ha
bardzo łatwo się utożsamić. kto nie miał w swoim życiu okresu kiedy pracował w dziesięciu miejscach naraz za byle jakie pieniądze, żeby udowodnić sobie i innym, że jest samowystarczalny? ok, niektorzy nie musieli. ja musiałam. aż wszystko stanęło na głowie, zrobiłam to czego nie powinnam była, pojechałam tam, gdzie nie powinnam była i pracowałam tam, gdzie wydawało się, że też nie powinnam była. to była moja własna learning curve, która trwa po dziś dzień, więc kiedy zobaczyłam frances, która kelneruje i żyje na walizkach poczułam, że to o mnie. bo ja też nie wiem co będzie. robię sobie to, co mam robić, ale też jestem ciągle w dwóch/trzech walizkach. nie mam korzeni.
idę jutro na rock in rio. odbywa sie do dwa lata. jutro, chociaz to dzisiaj gra system of a down i queens of the stoneage....mam bilety za darmo a mimo to wydam miliony monet. bo jest to bardzo zle zorganizowany festiwal.
niewazne. nienawidze siebie kiedy narzekam . na rio, polske, pogode. fuck.
these foolish things.
piątek, 18 września 2015
fejsbukowy nacjonalizm
gdzie kazdy czuje ze musi zajac jakas pozycje bo jak nie to...
mam dosc tej kultury opowiadania sie po ktorejs ze stron. nie wiem. taka jest odpowiedz na pytanie, ktore stawia mi moj feed na facebooku. nie wiem czy jestem za islamizacja europy. bo byc moze jest to zle postawione pytanie.
to tak jakby oceniac przedwyborcze reportaze tvn 24 z perspektywy australii, gdzie wlasnie wybrano nowego premiera. na usta cisnie mi sie: e ae? czy ktos w tym facebookowym feedzie analizuje ten problem z jakiejkolwiek szerszej perspektywy niz krzeslo, na ktorym siedzi?
jestem zmeczona. mam kupic ruletke w ten weekend, zeby byc moze w przyszlym tygodniu zorganizowac probe generalna mojego eksperymentu. na ludziach. zywych ludziach. nie, wcale sie nie denerwuje. po prostu rwe sobie wlosy z glowy i nie moge spac.
skonczylam 4 czesc millenium. ssie. pod koniec zmienia sie w tzw page turner, ale nie pomaga to w stlumieniu przeczucia, ze te postaci zaslugiwaly na cos lepszego.
***
ten moment zwany mala smiercia. pierwszy raz zdarzylo mi sie, ze plakalam... i stalo sie tak dlatego, ze czulam, ze mam prawo przezywac to, z osoba, ktorej nie chce wyrzucic z pokoju zaraz po. eh.
mam dosc tej kultury opowiadania sie po ktorejs ze stron. nie wiem. taka jest odpowiedz na pytanie, ktore stawia mi moj feed na facebooku. nie wiem czy jestem za islamizacja europy. bo byc moze jest to zle postawione pytanie.
to tak jakby oceniac przedwyborcze reportaze tvn 24 z perspektywy australii, gdzie wlasnie wybrano nowego premiera. na usta cisnie mi sie: e ae? czy ktos w tym facebookowym feedzie analizuje ten problem z jakiejkolwiek szerszej perspektywy niz krzeslo, na ktorym siedzi?
jestem zmeczona. mam kupic ruletke w ten weekend, zeby byc moze w przyszlym tygodniu zorganizowac probe generalna mojego eksperymentu. na ludziach. zywych ludziach. nie, wcale sie nie denerwuje. po prostu rwe sobie wlosy z glowy i nie moge spac.
skonczylam 4 czesc millenium. ssie. pod koniec zmienia sie w tzw page turner, ale nie pomaga to w stlumieniu przeczucia, ze te postaci zaslugiwaly na cos lepszego.
***
ten moment zwany mala smiercia. pierwszy raz zdarzylo mi sie, ze plakalam... i stalo sie tak dlatego, ze czulam, ze mam prawo przezywac to, z osoba, ktorej nie chce wyrzucic z pokoju zaraz po. eh.
czwartek, 10 września 2015
ciesze sie, ze u ciebie tez wszystko w porzadku.
tym razem wyjazd byl ciezszy. kiedy w styczniu 2014 zmierzalam do brazylii, bylam przestraszona, ze sie nie uda, ale wiedzialam, ze jesli sie nie powiedzie, zawsze moge wrocic. nawet za 3 miesiace. ale teraz wyjezdzalam wiedzac dokladnie do czego wracam, jak ciezko bedzie i bez wiadomej daty powrotu, ktora moze rownie dobrze przeciagnac sie do jakiegos czerwca 2016... (oh no). poryczalam sie na lotnisku jak hobbit.
po tej stronie zaczelo sie jak nowy sezon serialu o superbohaterach. nowy sprzet, stare problemy.
w moim nowym mieszkaniu panuje burdel nie z tej ziemii i nie wierze, ze to pisze, ale to ja jestem inicjatorem zmian, nowej organizacji i ogarniania. ale wcale nie czuje sie jak jakis steve jobs. tylko jak persona non-grata, ktora zaburza jakos funkcjonujacy do tej pory nieporzadek.
poza odgrywaniem roli inspiratora, czytam tez 4 czesc Millenium napisana przez nowego autora. nie jest taka zla. ale bynajmniej nie jest warta tego, zeby zarywac dla niej noce, co przeciez zdarzalo mi sie przy trylogii. w ksiazce klebi sie jakies milion mniej lub bardziej wiarygodnych postaci spelniajacych role szczebli, po ktorych glowni bohaterowie wspinaja sie na szczyt piramidy. i cos mi mowi, ze na samej gorze moze sie okazac, ze widok nie wynagradza naszego kilkusetstronnicowego wysilku (oh no).
a zdj powyzej z" golebia, ktory usiadl na galezi" roya anderssona. podobal mi sie, choc wieksze wrazenie wywarl na mnie "do ciebie, czlowieku". scena, ktora widac na zdj pochodzi chyba z najmocniejszego epizodu. do srodka metalowego bebna wchodzi grupa czarnoskorych niewolnikow. zaraz jeden z zolnierzy roznieci pod nim ogien a ludzie w sroku zaczna biec. ich ruch (?) wytworzy melodie, ktora napawac sie bedzie grupa kolonizatorow w podeszlym wieku. ciekawy komentarz do obecnie rozgrywajacej sie dyskusji na temat ruchow migracyjnych w Europie.
po tej stronie zaczelo sie jak nowy sezon serialu o superbohaterach. nowy sprzet, stare problemy.
w moim nowym mieszkaniu panuje burdel nie z tej ziemii i nie wierze, ze to pisze, ale to ja jestem inicjatorem zmian, nowej organizacji i ogarniania. ale wcale nie czuje sie jak jakis steve jobs. tylko jak persona non-grata, ktora zaburza jakos funkcjonujacy do tej pory nieporzadek.
poza odgrywaniem roli inspiratora, czytam tez 4 czesc Millenium napisana przez nowego autora. nie jest taka zla. ale bynajmniej nie jest warta tego, zeby zarywac dla niej noce, co przeciez zdarzalo mi sie przy trylogii. w ksiazce klebi sie jakies milion mniej lub bardziej wiarygodnych postaci spelniajacych role szczebli, po ktorych glowni bohaterowie wspinaja sie na szczyt piramidy. i cos mi mowi, ze na samej gorze moze sie okazac, ze widok nie wynagradza naszego kilkusetstronnicowego wysilku (oh no).
a zdj powyzej z" golebia, ktory usiadl na galezi" roya anderssona. podobal mi sie, choc wieksze wrazenie wywarl na mnie "do ciebie, czlowieku". scena, ktora widac na zdj pochodzi chyba z najmocniejszego epizodu. do srodka metalowego bebna wchodzi grupa czarnoskorych niewolnikow. zaraz jeden z zolnierzy roznieci pod nim ogien a ludzie w sroku zaczna biec. ich ruch (?) wytworzy melodie, ktora napawac sie bedzie grupa kolonizatorow w podeszlym wieku. ciekawy komentarz do obecnie rozgrywajacej sie dyskusji na temat ruchow migracyjnych w Europie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)