poniedziałek, 3 marca 2014

Jedno jest pewne. Kiedy ma się tak popieprzone w głowie niemal nigdy nie jest nudno.

Jutro ostatni dzien karnawalu. Obiecuje zapomniec o wszystkim.

niedziela, 23 lutego 2014

Mam w glowie taki mętlik, że nie wiem od czego zacząć.


Popełniłam masę głupich rzeczy od mojego przyjazdu tutaj.

Jakich? To nie sekretnik ani nie spowiedz, wiec ogolnie myslalam, ze wdaje sie uklad bez znaczenia, ktory jednak mial jakies znaczenie dla mnie. Oraz ze sprawa z zeszlego roku tez miala znaczenie. I wszystko to w grupie znajomych, ktorzy tez udaja, ze maja to gdzies a tak naprawde nie ustaja w komentowaniu tego wszystkiego co zaszlo.


Nigdy jeszcze nie musialam sobie radzic z takim natlokiem meskiego zainteresowania.

niedziela, 16 lutego 2014

maybe there are points that cannot be proven?

sobota, 8 lutego 2014

wyobraźcie sobie, że jesteście na imprezie, na której spotykają się w jednym pomieszczeniu twój facet idealny, który obecnie jest w związku i którego ostatnio widzieliście rok temu. facet, z którym do niedawna łączył was nieformalny super tajny układ friends with benefits oraz facet, który nieświadomy wcześniejszych dwóch historii uprawia właśnie Blietzkrieg, w celu zagarnięcia waszego terytorium. warto dodać, że wszyscy trzej są przyjaciółmi. nie polecam.

komary zjadają mnie żywcem.

acai tylko raz w tygodniu, bo odkrylam ze jest strasznie kaloryczne.

chore gardlo w kraju klimatyzowanych pomieszczeń jest do dupy.


piątek, 24 stycznia 2014

pamietacie te wierutne bezdety w stylu: kiedy Pan Bóg zamyka drzwi, otwiera okno?

o nie, wcale tak nie jest. jestem żywym, jeszcze oddychającym dowodem.


bo jak się jebie to po całości. jestem chora (kto wie, może mam nawet raka, albo zaraz będę mieć - same thing), jestem w obcym kraju. zabrali mi paszport, mam popieprzoną sytuację uczuciową, finansową a szkoła jest tak trudna, że powinnam właściwie ciągle siedzieć w bibliotece i nie robić nic innego tylko szukać pracy i czytać.



a jest piątek i zamiast tego użalam się nad sobą, tęsknię i trawię w tym parszywym gorącu.


jak mi jeszcze ktoś powie, że I am getting emotional, to po prostu wezmę ten duży nóż, który leży w kuchni i zabiję.


zapraszam na brazylijskiego bloga. gdzie nie będzie o tym jak mi źle, tylko o tym jak bardzo ten kraj jest dziwny, popieprzony i fascynujący.

piątek, 17 stycznia 2014

no blogu cisza bo nie mam prawie wcale pozytywnych doniesień...

środa, 1 stycznia 2014

Powitanie nowego roku miało w sobie coś niesamowicie symbolicznego tym razem. Stałyśmy z siostrą na Moście Dębnickim wraz z grupą znajomych, którzy w jakiś sposób są mi bliscy, chociaż nie można powiedzieć, że znamy się długo i dobrze. Tani rosyjski szampan otworzył się mi był o dobrych kilka minut za wcześnie, było zabójczo zimno a fajerwerków ani Wawelu wcale nie było widać, bo dookoła spowijała nas mgła (tudzież smog).2014. Tyle możliwości. Tyle najgorszych i najlepszych scenariuszy może się spełnić. Prawda jak zwykle będzie leżeć gdzieś po środku. Oby.

Wylatuję już w przyszłym tygodniu. Nie chce mi się w to wierzyć. Są chwile kiedy to do mnie dochodzi. Jak przy wigilijnym stole, kiedy rodzina tworzy uroczyście pogrzebową atmosferę jakbym miała ostatnią fazę raka. Albo kiedy żegnam się z ludźmi z pracy.

A może samolot spadnie gdzieś nad Atlantykiem i cały ten trud będzie mi oszczędzony?