piątek, 16 lutego 2018

down in flames

juz nie pierwszy raz mam poczucie, ze pakuje sie w entuzjastyczne budowanie zamkow na piasku.

nie jestem pewna i wstydze sie przyznac do tego, ze nie jestem pewna. tak jakby udawanie ze wszystko jest ok zalatwialo sprawe.

piątek, 2 lutego 2018

chico

siedzac (sic!) na koncercie przypomnialy mi sie filmy felliniego i opowiadania cortazara. ten duch slowa, ktore jest znane, ale pokazuje sie jego zupelnie nowe oblicze. forma jest jakby znajoma, ale gdy sie przygladniesz, widzisz... kaczkozajaca.



wtorek, 16 stycznia 2018

mindfulness

czyli skupienie uwagi na jednej rzeczy w danym momencie. chcialabym sie tego nauczyc.

chcialabym tez z gaba zaczac robic podcast. jest duzo rzeczy, o ktorych rozmawiamy i fajnie byloby sie tym podzielic. takie tam plany

kojarzycie jak w szkole na wuefie trzeba bylo zrobic jakas dramatyczna rzecz w stylu skok przez kozla albo jak sie zjezdzalo na sankach z dosyc wysokiej gorki? i nauczycielka albo inne dzieci pchaly cie do przodu i ty musiales isc czy tego chciales czy nie chociaz umierales ze strachu. tak w zasadzie wyglada wiekszosc mojego zycia. ze nie jestem gotowa, ale swiat nie czeka az bede gotowa, wiec skacze i zjezdzam.
dawno nie dzielilam przestrzeni z druga osoba i ostatnim razem zle sie to skonczylo. dlatego wcale mi sie nie spieszylo do tego, zeby razem zamieszkac. tylko, ze jak to na osniezonej gorce, ktos mnie juz stuka w plecy.

przeczytane: terras do sem-fim. rekomenduje
cwiczone: 22 min kardio, bo sala do biegania byla zatloczona
zjedzone: proteiny
wyslane: dwa artykuly na konferencje. jeden do tallina i drugi do chicago.
trzymane: kciuki





wtorek, 2 stycznia 2018

mialam dzisiaj dziwny sen, w ktorym zobaczylam osobe, ktorej juz nie ma od jakichs 10 lat. nie dlatego, ze umarla, ale dlatego, ze sie zmienila. wydawalo sie, ze prosila mnie o przebaczenia i dala mi w prezencie gruba ksiazke. oczywiscie to nie znaczy, ze mnie przeprasza, to znaczy, ze ja sama sie przepraszam ze soba. byc moze w sprawie tej osoby, byc moze w innej.









środa, 27 grudnia 2017

x

ZAWSZE kiedy jem coś z pomidorowym sosem, muszę mieć na sobie białą koszulkę i muszę ją królewsko ujebać. ZAWSZE.

x efekt nie jest juz tak silny. z czasem nawet przestalo mi zalezec, zeby spotkala go masa zasluzonych nieszczesc. z czasem zdalam sobie sprawe z tego, ze nie ma sensu szukac winnego i ze dobrze sie stalo jak sie stalo, ze wlasciwie swietnie na tym wyszlam. wiec chyba...gratulacje?

czytane: "terras sem-fim" jorge amado. przypomina mi sie jak z wypiekami czytalam na 3 roku ksiazki napisane w ramach latynoamerykanskiego boomu. wszystkie marquezy, cortazary i niejakie mulatki. dwa slowa - plantacja kakao i od razu chcialam to przeczytac. poki co basz mi sie podoba.

pite: sok z marakui/męczennicy jadalnej/passiflory z warzywami. super na ten upal
uczeszczane: imprezy urodzinowe, podczas gdy o mojej wlasnej nie chce mi sie ani myslec ani decydowac.
ogadane: rick and morty







poniedziałek, 4 grudnia 2017

moving along with time pressure

zajebiscie trudno jest pogodzic mi sie z tym, ze ludzie przesuwaja sie w miejscu i czasie.ja tez nie stoje w miejscu, ale w porownaniu z innymi to nie za wiele sie u mnie zmienia.

jestem zmeczona. rzeczy ktore na poczatku wydawaly mi sie proste, w praktyce okazuja sie skomplikowane, czasochlonne.

nie ekscytuje mnie zbytnio 2018, bo zanim nadejdzie wykoncza mnie niepewnosc i niewyspanie.

a propos. wszyscy twierdza, ze to, co wykancza Brazylie to korupcja i nierownosci spoleczne. ja bym do tego dodala nieslownosc. nigdy nie wiesz, czy to, co zostalo ustalone rzeczywiscie nastapi. nigdy  nie masz pewnosci, ze ktos w ostatniej chwili cie nie wystawi. i nie mam na mysli zwiazkow damsko-meskich. chodzi o biznes. organizuje eksperyment i najbardziej stresuje mnie to czy inni nas nie zostawia na lodzie

na zdjeciu lencois maranhenses, gdzie jedziemy w maju! ok, to jedna z niewielu rzeczy, na ktore sie ciesze.





piątek, 24 listopada 2017

the thrill

nie ma go za duzo, tego dreszczyka emocji. raczej zwykly stres dnia codziennego w stylu niechciane maile, niedokonczone artykuly i projekty stojace w miejscu. tego chcialam?

 notatki z podrozy do madureira.
Favele zwykle ciekawia obywateli pierwszego swiata do tego stopnia, ze zwiedzaja je jak jakies muzeum etnograficzne allbo ogrod zoologiczny. Ja zawsze troche sie ich balam a troche uwazalam za nieporozumienie ogladac cudze nieszczescie. Bywalam w fawelach pare razy. A to na imprezach, przejazdem w drodze na jeden z punktow widokowych, u jednej z moich uczennic, albo u znajomego lekarza na dwa dni przed nowym rokiem, kiedy nie mialam innej opcji. Mam znajomych, ktorzy tam mieszkali a nawet robilam eksperymenty z udzialem mieszkancow faweli, ale to, co zobaczylam i uslyszalam w Madureira poruszylo mnie bardziej, bo mialo zwiazek z codzienna egzystencja tam, zwlaszcza dzieci.
Kazdy zna wzgorze Madureira jako miejsce, gdzie powstawaly najslynniejsze karnawalowe przeboje, gdzie miejsci sie byc moze najslynniejsza szkola samby i gdzie odbywa sie jedna z najpopularniejszych funkowych imprez.  A my trafilismy tam o 8 rano z misja badawcza. Mielismy zgromadzic wywiady do naszych badan na temat wplywu przywodztwa na prace szkoly. W tym celu bylismy umowieni na wizyte w jednej z pierwszych szkol, ktore stan Rio zbudowal w fawelach w latach 30tych.
Gdyby nie to, ze dyrektorka szkoly spotkala sie z nami przy wejsciu, prawdopodobnie mieszkancy przepedziliby nas stamtad. Wszyscy, ktorzy byli w poblizu mierzyli nas wzrokiem, bo nie wygladalismy ani na turystow ani na urzednikow. Dyrektorska obstawa dala nam immunitet w oczach kilku lokalsow zamroczonych marihuana i jednego dilera, ktory sprzedawal swoj towar jakies 10 metrow od szkoly.
Widzialam ksiazki ze szkolnej biblioteki chowane w plastikowych opakowaniach,zeby nie dopadly ich szczury. Widzialam szkolne patio o wielkosci mojego salonu, ktore pelni tam funkcje sali gimnastycznej. Widzialam czerwone linie na podlodze pokazujace nawet 4letnim dzieciom gdzie chowac sie, kiedy w faweli toczy sie strzelanina pomiedzy gangami a policja.
Pisze teraz artykul o policji w Rio de Janeiro i o tym jak jest oceniana przez mieszkancow faweli a za dwa tygodni jade do bodaj bajbardziej niebezpieczne dzielnicy, zeby przeprowadzac moje badania. W zyciu mi sie nie snilo, ze tego typu historie beda moim udzialem.