niedziela, 18 marca 2012

nieznajomość prawa jest chujowa

zostałam najzwyczajniej w świecie bez pracy. nie byłam w takiej sytuacji od dłuższego czasu. a najgorsze jest to, że nie wiem czy dostanę to, co mi się należy i zupełnie nie mam planu na przyszłość. podczas gdy ja znów będę musiała prosić rodziców o pomoc, ludzie w moim wieku mają już żony, mężów i domy i dzieci. o nie o nie , znów to samo: nie mam nic, nie mam nikogo.
będę musiała najprawdopodobniej zrezygnować z tego, co umiem i lubię. czekają mnie (jeśli dobrze pójdzie!) dziesiątki rozmów w gabinetach z przeszklonymi drzwiami, jakieś teksty w stylu, "za dziesięć lat wyobrażam sobie siebie...", "moją największą wadą jest perfekcjonizm...", "uwielbiam pracować w zespole..."...........................................................................................................

w sobotę o 5 rano ładnie świtało, kiedy wyposażona w plastikowy hak wracałam z udanego spotkania z ludźmi, których prawie wcale nie znam.



środa, 14 marca 2012

nienawidzę osoby, którą staję się w środy.


skonstatowałam, że czasu jest zawsze za mało, bądź zbyt dużo. nigdy w sam raz?

gardło znów boli. ale i tak nadal łapię w poły płaszcza hektolitry mżawki, wąchając wilgoć.





czwartek, 8 marca 2012

bagałan, nie bałagan

bo to już nawet nie jest bałagan. to jak rak z przerzutami.a ja stoję w obliczu tej klęski jak sparaliżowana. psychologowie nazywają to niemożnością zebrania się. bo ja przecież wiem dobrze, co należy zrobić. ale te dłonie takie ciężkie, tyle innych rzeczy potrafię sobie wynaleźć do roboty...
pierwszy przykład z brzegu: mogę przysiąść i wziąć do ręki Imię róży. Parę lat temu miałam krótki romans z tą powieścią. ale skończyło się po jakichś 90 stronach. przy obecnym podejściu idzie mi już dużo lepiej, znacznie sprawniej i jestem po prostu zachwycona elokwencją Eco. swoją też, bo wykminiłam sama jedna aluzję do Borgesa w postaci Jorgego z Burgos.
przykład z drugiego brzegu: osoba od kamyczków. w takich sprawach najważniejszym czynnikiem jest dobry timing. więc co z tego, że...,skoro... a poza tym zupełnie tracę rezon w obecności drobnych brunetek, które w dodatku są instruktorkami salsy. na pewno jeszcze ma wysokie libido. brr boję się takich i uaktywniają się moje wszystkie kompleksy.

edit: goździk dla kobiet i dziewczyn. ale nie dla drobnych brunetek, instruktorek salsy i tych wszystkich, którym zazdroszczę :)

czwartek, 1 marca 2012

Kiedy jedna rzecz się nie układa, można to jakoś przeżyć. Ale kiedy wszystkie na raz? Obecnie udaję, że jeszcze nie muszę panikować. Co za kretynka ze mnie.

Dawno już nie oglądałam fimu opartego tak całkowicie na sile i magnetyzmie jednego aktora. A taki jest Wstyd z Fassbenderem. Trudno się było od niego opędzić w tym roku, ale nie narzekam, bo jestem jego piszczącą fanką. Wstyd sprawia, że widz zaczyna się zastanawiać nad rolą seksu i samotności również w jego własnym życiu, ale jest to też jeden z setek innych filmów o uzależnieniu, więc w tym kontekście sprawa już tak bardzo nie podnieca.
Kinowy tydzień zakończyłam Artystą. I nie wydaje mi się, żeby można było cokolwiek na ten temat powiedzieć. Ani nie wzruszył, ani nie ubawił. Przepatrzyłam go, przejadłam, pozbyłam się.

Nie mogę natomiast pozbyć się tego nieprzyjemnego smaku w ustach. Wiecie co to jest? To rozczarowanie. Powinnam się już dawno do niego przyzwyczaić, albo nauczyć się skutecznego poprzestawania na tym co jest. Ja natomiast jestem zachłanna, chcę wszystko albo nic. Wczoraj na koncercie myślałam, że wyjdę z siebie, że ze złości zacznę tłuc szklanki i wrzeszczeć. Wszystko przez...

piątek, 24 lutego 2012

O dwóch polskich filmach

To był trochę tydzień kinowy. Widziałam Sponsoring i Różę. Po polsku, chociaż właściwie przed Oscarami chciałam zobaczyć coś więcej z nominowanej puli, żeby wyrobić sobie zdanie i wesprzeć, jak co roku, mojego faworyta. Wygląda na to, że nie zdążę. Tak wyszło.
Sponsoring wydał mi się przede wszystkim ciekawy. Szumowska pokazuje nośny temat prostytucji, ale nie z perspektywy zbiorowego rachunku sumienia czy tragicznych losów zmuszanych do nierządu niewiast. Widzimy Juliette Binoche, która odkrywa, że codzienność to piekło i luksusowa klatka oraz młode, ładne prostytutki, które uzależniają się od posiadania większej ilości pieniędzy i godzą się w zamian na przeróżne upokorzenia. Seks występuje w różnych sekwencjach i konfiguracjach. Czasem wyzwalający, czasem skonsumowany, często smutny. Po wyjściu z kina pomyślałam: obejrzałam właśnie niezły, współczesny film na europejskim poziomie.
A dzisiaj po seansie doszłam do wniosku, że Róża nie miała prawa powstać. Bo chociaż miłość na tle wojennej zawieruchy to temat bardzo chwytliwy, to jednak tutaj kochają się ludzie z przeszłością, niepiękni i niemłodzi, wojna owszem jest i to nawet brutalna, ale kto jest dobry a kto zły? Kto jest Germańcem, kto Ruskiem a kto Polakiem? Bohaterowie walczą o przeżycie gołymi rękami, nurzając się w błocie, ale nagroda za ich wysiłki nie przychodzi, sąsiedzi raz przychodzą do siebie z butelką wódki, by za chwilę na siebie nawzajem donieść, albo okraść. Ilość gwałtów, jakie dokonują się na oczach widza w trakcie filmu również odbiega od standardów nawet bardzo brutalnych produkcji. Historia wielce emblematyczna, która była w jakimś sensie dzielona również przez moich dziadków. Myślałam o nich podczas seansu. Kto chciałby to obejrzeć? Dla kogo powstała Róża? Dla mnie. W momencie, w którym, jak powiedziała J. wszystko powinno być już dobrze, nic nie idzie ku lepszemu, wręcz przeciwnie. Piekło dopiero się zaczyna. Polecam.




poniedziałek, 20 lutego 2012

rzucam kamyki na dno przepaści i czekam kiedy usłyszę jak uderzają o dno. całkiem zabawne zważywszy na to,że za każdym razem wyczekuję tego z równą niecierpliwością. tak jakby miało się nie udać. a to wszystko bez żadnych owadów w brzuchu. na zimno.


czytam postmodernistyczną i trochę punkową powieść detektywistyczną R. Martineza.podoba mi się, ale nie ze względu na intrygę, lecz na problem tożsamości głównego bohatera. kto jest kim? fikcja miesza się z rzeczywistością.

wtorek, 14 lutego 2012

turning point

przygnieciona leżę. bez związku z dzisiejszą datą. szybkie wyciąganie wniosków, kalkulowanie ryzyka i szukanie wyjścia z labiryntu. mam w ustach ostatni smak przypadkowej czułości i to troszkę przynosi mi ulgę. ale moje obecne problemy pozostają bez związku z moim wiecznym użalaniem się nad sobą w stylu jaka to sama, jaka to niechciana. teraz jest realny problem, prawdziwy, którego rozwiązanie leży poza moim zasięgiem.

oddechem podgrzewam dłonie.