poniedziałek, 18 września 2017

nie wiem jak narysowac model, ktory obrazowalby zrodla mojego obecnego stanu.

albo jest tak, ze czuje sie jak gowno, bo jestem asystentem i nie wychodzi mi ta praca. to z kolei wplywa na to, ze moj zwiazek chwieje sie w posadach, bo generalnie czuje sie niepewnie w zyciu.

albo jest tak, ze czuje sie jak gowno, bo jestem asystentem i nie wychodzi mi ta praca. ale nie ma to nic wspolnego z moim zwiazkiem, bo zrodla moich w nim problemow sa gdzie indziej. moje wczesniejsze doswiadczenia? jego obecne zachowania?

nie wiem. on nie wie, ze nie wiem.


obejrzane Bojack horseman

piątek, 8 września 2017

obejrzane: the mask I live in
chyba niczego nie zrozumialam
biedni mezczyzni, bez wzorcow meskosci i nie mogacy okazywac uczuc.
ja tez nie moge, nie umiem. wszyscy kaza wyrzucac z siebie i na zewnatrz, ale nikt nie mowi co dalej...

obejrzane: breaking bad
jestem literalnie na skraju wytrzymalosci. fizycznej i psychicznej. placz pod prysznicem, notoryczny bol jelit, glowy i sucha skora wlacznie.

na chuj ludziom zwiazki, kiedy bycie w nich jest mega trudne i do bani

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

ludzie sie powtarzaja. i sytuacje.

mi sie powtarzaja ludzie i sytuacje. z daleka rozpoznaje schemat i temat i pochodze nieufnie do sprawy, albo wrecz szufladkuje ludzi zanim zdaza sie odezwac.

to ciekawe kiedy stajemy sie przedmiotem naszych wlasnych badan. kiedy brak wiary we wlasne sily wynika z tego co o sobie myslimy. tego, co o sobie wiemy. czy rzeczywiscie te latki, ktore sobie dolepiam sa prawdziwe?
rzeczywiscie jestem dobra nauczycielka? naprawde jestem osoba, ktora nie zdradza i zawsze robi to, co nalezy? czy aby na pewno nie znam sie na matmie i statystyce?
powyzej rozne fragmenty mojej tozsamosci, rozbite i zdolne do odbijania roznych refleksow w zaleznosci od tego, jakie swiatlo na nie pada.

obejrzane: dunkierka i pare odcinkow frustrujacego leftovers, i ostatni frustrujacy odcinek game of thrones.
odsluchane: nic
przestraszone: przyszloscia
powracajace z niebytu: przeszle mary w postaci J. A., ktory jest jak zly szelag



wtorek, 1 sierpnia 2017

lo que viene, conviene

jak sie zaadaptowac do nowych warunkow, ktore pojawiaja sie czy tego chcemy czy nie
co mozemy zrobic?
1. zmiana nie jest zagrozeniem, przydarza sie kazdemu i bez przerwy
2. umiejetnosci, ktore mamy i wczesniej nam pomogly, rowniez w przyszlosci sie przydadza
3. bycie szczesliwym nie zalezy od rzeczy, osob, sukcesu. zalezy od naszej umiejetnosci czerpania z kazdej sytuacji
4. zyc nie znaczy walczyc, znaczy adaptowac sie i zyc w zgodzie z tym, co sie wydarza
5. nauczyc sie radzic sobie ze stresem tak, zeby nas nie obezwladnial.


notatki z podcastu: http://www.marthadebayle.com/v2/especialistasv2/gabyperezislas/miedo-al-cambio/

to proces. boje sie i czuje, ze sie blokuje np teraz w zwiazku ze stypendium. ale jesli sie przydarzy, nie bede z nim walczyc. dam sobie rade.

podrozowane: do Belo Horizonte w piatek, zeby zjesc pao de queijo i napic sie kawy wszedzie tam, gdzie ja parza
pisane: znowu ten artykul o openness to experience
sluchane: podcasty o wszystkim



poniedziałek, 24 lipca 2017

w punkt

gdzies tam pod warstwami mozna mnie znalezc po dawnemu zestrachana.
widzialam juz wiele razy jak pierwszoplanowy usmiech moze tak naprawde oznaczac, ze cos jest mocno na opak. dlatego w piatkowy wieczor o malo co nie ucieklam z tego ubera, ktory wiozl nas do kina. moje cialo od razy wpadlo w tryb ataku nerwowego. i chociaz mialam przemozna ochote krzyknac:" what the fuckin' fuck", zdlawilam moje emocje zakrzykujac je wewnetrznym glosem "wezmie cie za idiotke", " nie chcesz byc znow tamta osoba, ktora kontrolowala", "ma prawo do prywatnosci".

ale jak to wlasnie uswiadomila mi kolezanka, bez dialogu nie ma zwiazku.


wiec moze nie ma zwiazku?

środa, 12 lipca 2017

zabieram sie do pisania tej notki juz czwarty raz. przeniesli nas do nowego budynku i mam teraz widok na ciemnozielone liscie pobliskich drzew, calkiem okazaly kawalek nieba i krążące po nim sępy.


to bardzo dziwne uczucie, kiedy czeka sie na cos bardzo dlugo. w glowie uklada sie ta niepewnosc i niewiadoma.  przestaje po jakims czasie uwierac. a potem nagle to sie dzieje i...hm. nic to w zasadzie nie zmienia bo umysl zdazyl zaadaptowac sie do wczesniejszej neurozy i wyparl niewygodne krawedzie z pola widzenia.

teraz tylko zastanawiam sie czy cos sie zmieni. mam nadzieje,ze nie.




czwartek, 29 czerwca 2017

maçã do amor

czyli jablko w polewie z cukru. wg. wikipedii, candy apple. jadlam ostatnio. powoli, ale z entuzjazmem czlowieka, ktory robi cos po raz pierwszy.

pierwsze razy sa zawsze emocjonujace. niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu tego slowa.

przypomnial mi sie ostatnio jakis wywiad z szumowska sprzed okolo 10 lat. jak to dobiegala 40 i opowiadala o nowym stosunku do ciala. zawsze uwazalam ja za megapretensjonalna. ale utkwilo mi w pamieci jak mowila, ze teraz jest bardziej swiadoma tego, co oznaczaja i co potrafia jej miesnie. chyba dochodzila do tego samopoznania na drodze jakiejs tej czy innej jogi. ale ja zaczelam chodzic na silownie po raz pierwszy w zyciu (wczesniej tylko biegalam po plazy 2-3 razy w tygodniu) i tez jestem zafascynowana tym, co odkrywam. moze gdybym uwazala na biologii nie dziwilabym sie tak strasznie za kazdym razem kiedy cos mnie boli po treningu. cos, czego istnienia nie podejrzewalam.

ta notka jest dluga, bo powinnam pracowac, ale nie wiem jak sie do tego zabrac, wiec prokrastynuje.

btw. jestem w zwiazku z czlowiekiem, ktory wierzy w mase przedziwnych rzeczy. na szczescie nie zmusza mnie do wierzenia w nie. a ja zachowuje spokoj i w zasadzie przywykam do tego jak przed sniadaniem nalewa kawe dla duchow dawno zmarlych afrykanskich niewolnikow....


obejrzane: my life as a zucchini!
zjedzone: masa miesa w ubiegla sobote i typowe potrawy z festa junina